Co to będą za wybory!

 

Najbliższe wybory samorządowe, które odbędą się za niecałe półtora roku, w listopadzie 2018 roku, będą wręcz przeładowane ciekawymi wydarzeniami politycznymi. Na chwilę obecną jest tylko jedna pozytywna rzecz, której możemy się po tym spodziewać. Wyższa frekwencja. Co takiego będzie się działo w kampanii, której początku nawet nie zauważymy?

 

  1. Kiełbasa wyborcza z dzikiej, reprywatyzacyjnej wieprzowiny.

To niełatwy przepis. Trudno pozyskać składniki. Jeszcze trudniej o doświadczonego kucharza. Kandydat już jest. To Patryk Jaki, którym niczym Gordon Ramsey, nie zważając na jakiekolwiek konwenanse, mówi nam prosto z mostu jak jest, a duża część wyborców czeka na show niczym na pierwszego Big Brothera. Przede wszystkim w Warszawie, ale i w pozostałych miastach np. w Krakowie, gdzie całe zło wyrzucania ludzi z kamienic miało swój początek.

Na obrazku, gotowe już danie wygląda wyśmienicie. Wszyscy, którzy mieli reprezentować poszanowanie dla prawa, a wykorzystywali jego znajomość, by wzbogacać się o niewyobrażalne sumy zostaną napiętnowani, wsadzeni do więzienia. Wyborcy Platformy Obywatelskiej powinni dalej popierać swoją partię, ale nie powinni okłamywać samych siebie. Wszystko wskazuje na to, że w Warszawie był wielki przekręt za panowania Gronkiewicz-Waltz. Ta partia, podobnie jak kiedyś Prawo i Sprawiedliwość, musi się oczyszczać ze złych, zbyt chciwych ludzi. Tego na szczęście oczekują coraz bardziej świadomi wyborcy.

Najciekawsze jest to, że sprawa dzikiej reprywatyzacji to nie jest zbrodnia doskonała. Wszystko wydaje się być zapisane gdzieś na papierze. Dlaczego więc trwa to tak długo i zacznie być medialnie eksploatowane dopiero w III rok rządzenia Prawa i Sprawiedliwości? Nie trudno zawyrokować, że chodzi o przeciągnięcie finału na przeddzień wyborów samorządowych. Wiceminister sprawiedliwości powiedział, że komisja będzie zajmować się jedną nieruchomością na miesiąc. Ciekawe, którą zajmie się w październiku 2018 roku.

Jeżeli dojdzie do faktycznych wyroków w sprawie działań reprywatyzacyjnych, będzie to przełom w polskiej polityce, w której do tej pory kolejna ekipa rządząca odpuszczała poprzedniej odpowiedzialność karną.

 

  1. Polityczny tryptyk o zdradzie.

Na dniach Donald Tusk został ponownie wezwany  na przesłuchanie przez prokuraturę w Polsce. Zeznawanie jako świadek miałoby się odbyć dopiero w lipcu tego roku. Co ciekawe, sam Tusk przełożył termin z wcześniejszego. Czy naprawdę lepszym pomysłem będzie rozkładanie tych wezwań do wyborów samorządowych?  A można przepuszczać, że te dwa przesłuchania, jedno już odbyte, drugie planowane, to tylko dwa boczne skrzydła kompozycji politycznej o zdradzie ówczesnej władzy, pasażerów Tupolewa i szerzej, Państwa i jego elity, a jeszcze szerzej wszystkich obywateli Polski.

Środkowa nastawa ołtarzowa jest jeszcze nieznana, ale z pewnością będzie miał swoje uhonorowanie w czymś bardzo publicznym. Np. w merytorycznym, przygotowanym z najwyższym kunsztem, przesłuchaniu Donalda Tuska przed komisją ds. AmberGold w drugiej połowie 2018 roku.

Jeżeli PIS będzie konsekwentny, byłemu premierowi czy prezydent Warszawy pozostanie tylko całkowita negacja wszystkiego, odbierająca im przy tym kolejne punkty poparcia. Inaczej będą musieli stawić czoła wymyślonej przez Prawo i Sprawiedliwość komisji ds. reprywatyzacji Jeżeli mają na swoją obronę argumenty i siłę by je przedstawić mogliby nawet coś dla swojego obozu załatwić. Inaczej zakończy się to całkowitą katastrofą.

 

  1. Zbiór pytań o Polskość.

Oczywiście jeżeli to referendum w ogóle się odbędzie. Może nawet w tym samym dniu, razem z wyborem przyszłych samorządów. Byłoby to wtedy wydarzenie historyczne, a publicyści nie mogliby spać przez następy tydzień z powodu nawałnicy tematów do relacjonowania, komentowania i analizowania. Oprócz pytań o Konstytucję, o ustrój państwa, o pozycję urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej, może pojawić się również pytanie o przyszłość Polski w Unii Europejskiej. Nie czy z Niej wychodzimy czy nie, ale na przykład o walutę euro lub o wskaźnik narodowościowy w Unii Europejskiej.

Jak na razie, Platforma skutecznie lub sensownie nie odniosła się do pomysłu referendum konstytucyjnego, co widać po próbach szukania konfliktu i braku współpracy między trzeba pałacami, Prezydenta, Premiera i ich Kingmaker’a.

 

  1. Wreszcie, ostateczne starcie Polski z Polską z pominięciem Polski.

Prawo i Sprawiedliwość zrozumiało to dwa lata temu i z pozycji rannego giganta, leżącego na środku pola walki wyciągnęło rękę do obserwujących go liliputów schowanych w zaroślach wokół placu wojny. Powstał jeden, zjednoczony blok, w którym są ludzie mądrzy i niemądrzy. Kiedy pierwsi temperują tych drugich, wszystko jest dobrze. Państwo na pierwszy plan wysuwa konserwatyzm gospodarczy czyli bezpieczeństwo energetyczne, wykształcenie przemysłowe na wzór niemiecki, ściągalność podatków plus tzw. smaczki  typu innowacyjność czy czysta technologia. Wtedy nawet wielkie rozdawnictwo pieniędzy jakoś tak mniej boli, nawet ekonomistów.

A co z drugiej strony? Czy wiele osób, nie tylko liderów, schowa swoje ambicje i wejdzie do Platformy Obywatelskiej? Gowin i Ziobro zgodzili się na występowanie pod szyldem PIS. W perspektywie nagród, jakie za to otrzymali, wydaje się to być w pełni zrozumiałe. Ale przed wyborami nic nie było pewne.

A obóz liberalny? Tu jest wielkie pytanie i obecny kryzys, gdyż środowisko to, mimo prób i starań mediów i sponsorów, by był to ktoś inny, a ostatecznie reprezentowane jednak przez Grzegorza Schetynę, lepszych pytań niż „Te cztery pytania PiSu” nie mogło dostać a i tak coś poszło nie tak.

To w gruncie rzeczy łatwe kwestie dla politycznego liberała, jeżeli chce się ten liberalizm reprezentować z poszanowaniem.

Można odpowiedzieć politycznie, że uchodźców powinno się przyjąć mało i tylko chrześcijan (nawet brutalnie, dla zysków geopolitycznych, jak np. obsadzanie stanowisk europejskich).

CBA i IPN zostają, gdyż już teraz mają na koncie wiele osiągnięć w sensie materialnym i historycznym, a mądre PO mogłoby zrobić kolejny użytek po przejęciu władzy z tych instytucji. Tymczasem zapowiedź likwidacji tych instytucji, rozmycie ich kompetencji na mniej rozpoznawalne urzędy, to po prostu proszenie się o etykietkę kogoś, kto gwarantuje powrót większej korupcji i wygumkowanie trudnej historii Narodu.

Wiek emerytalny poprzeć opiniami ekonomistów i powołać się na zachęty obecnego rządu, by ludzie pracowali dłużej niż obniżony przez nich pułap. Powiedziało się A, trzeba mówić B(adania) a nie Z(ostaje, może).

Jedyne, co rozsądnie wyszło, to stosunek do 500+ czyli tak, ale nie dla najbogatszych, z zaoszczędzonymi pieniędzmi wędrującymi do najbiedniejszych, wykazujących próby gospodarności we własnym życiu. Swoją drogą, dlaczego była kolacja PO-PSL nie potrafi stworzyć jasnego przekazu ich polityki socjalnej, która akurat nie była najgorsza?

Tak powinien odpowiadać liberał, a nie ktoś, kto chce jedynie przejąć władzę. W zamian tego mamy bezlitosne pokazanie przez media najsłabszych odcieni marszu „wolności”, jego nazwę, która wielu  ludziom kłóci się z poszanowaniem walki o wolność z całego ubiegłego stulecia z prześladowaniami i śmiercią w tle, i w końcu „komunistyczne dziady” jako część uczestników marszu.

To wszystko jest konsekwencją słabości teoretycznego gabinetu cieni. Przecież wystarczy nacisk dziennikarzy na partię rządzącą i wycofują się z porządkowania pracy w sejmie. Wystarczy nacisk i rozsądna inicjatywa samorządów i wycofują się z pomysłu metropolii. Wystarczy nacisk opinii publicznej i wycofują się z wstecznie działającej kadencyjności.

Czy tak postępuje okupant zewnętrzny lub okupant własnego narodu? To tylko i aż, w miarę sprawnie działająca na chwilę obecną, wielka machina polityczna. Wystarczy skorzystać z prawa wyborczego, przekonać innych czymś konkretnym i iść do kolejnych wyborów.

Po co nazwa #marszwolnosci? Czy ktoś przez te dwa lata trafił do więzienia przez wyrok polityczny, albo kogoś nieśli na drzwiach, bo został ranny w starciach z policją? Trzeba wymagać racjonalności i mieć pewne samoograniczenia.

Inaczej mamy z jednej strony polityczne wykorzystywanie katastrofy smoleńskiej. Błędy i zaniedbania, a w konsekwencji tragiczną katastrofę podniesioną do rangi zdrady narodowej. Z drugiej zaś strony paniczną, czasem groteskową reakcję na reformy polityczne, które można krytykować, a nawet współdziałać przeciw nim poprzez przekonywanie rządzących wieloosobowym, merytorycznym sprzeciwem. Tymczasem, łatwiej jest posiłkować się narzędziem medialnego pochodu sugerującego ograniczenie wolności umysłowej czy fizycznej, nieadekwatnego do pojedynczych wydarzeń, które do tej pory miały miejsce.

Nieporadność, przez brak argumentów odnoszących się do zdarzeń i procesów, w wypowiedziach przewodniczącego Schetyny wzrasta zamiast opadać, wypełniając kolejne oznaki koniunkturalizmu. A jeszcze gorzej jest z brakiem własnych pomysłów na państwo.

Niestety, przy okazji wszystko wskazuje na to, że jest jeszcze jedna, trzecia Polska, taka, która nie chciałaby przesadnego rozdawnictwa i totalnego 500+, potrafiąca zrozumieć dlaczego wiek emerytalny trzeba z biegiem czasu, przyszłościowo podnieść, a w zamian tego mieć więcej pieniędzy do własnego gospodarowania w swoim portfelu przez zmniejszenie podatków (tak, to utopia) ma spory problem.

Wygląda na to, że nie ma innego wyjścia, jak wchodzenie do jednego z dwóch bloków i robienie swoistego sabotażu rozciągniętego w czasie, aż do skali zmian pokoleniowych w dwóch największych obozach. Wtedy może można liczyć, że za 5, 10 czy 15 lat taka właśnie będzie koniunktura. Obecnie, tam, gdzie jest duża możliwość kreowania zachowań wyborczych przez media, nigdy nie będzie szans dla małych inicjatyw, które można zniszczyć serią kilkuminutowych materiałów telewizyjnych w Wiadomościach czy Faktach.

To będą bardzo ciekawe wybory. Być może sporo rozpoznawalnych polityków z Sejmu wymęczonych tempem, brutalnością, czasem bezmyślnością swoich liderów, skusi się na start w wyborach na prezydentów średnich i dużych miast, by choć trochę odpocząć i tworzyć coś własnego, w mniejszej skali, ale z większą autonomią decyzji.

Wielka geopolityka i ścieżka, jaką wybierze obecny rząd, by wykorzystać, co dobre w nadchodzących zmianach porządku światowego, a ustrzec się tego, co złe, wbrew pozorom również będzie miało istotne znaczenie dla Polaków w każdym zakątku naszego kraju.

Już teraz dobrze się przecież słucha, jak polski rząd kontynuuje dywersyfikację dostaw energii. Co z tego, że przepłaca za gaz z USA czy Norwegii. To ten sam rodzaj przepłacania, co za autostrady. Ostatecznie, do wybaczenia. Źle natomiast wygląda nasza dyplomacja, nie tylko wewnątrz Unii Europejskiej. Ale przecież w tle jest jeszcze perspektywa rekonstrukcji rządu, która odbędzie się dokładnie wtedy, kiedy media przez dłuższą chwilę nie będą o tym mówiły.

Wróćmy do porównań.

Cień Platformy Obywatelskiej niczym inny, wyeksploatowany gigant, który ugrzązł na mieliźnie nieporadności, zaciągnięty tam przez zardzewiały kuter pod wyblakłą, czerwoną banderą też ma jeszcze chwilę czasu na zmianę swoich poczynań. Na przykład poprzez wymianę załogi, w tym opitych sondażowym rumem, irytujących nieracjonalną pewnością siebie pokładowych majtków. Warto spojrzeć na samorządy spoza Księstwa Warszawskiego.

Może już czas na bezwarunkowe wyciągnięcie ręki do ukrywających się w przybrzeżnych zaroślach liliputów umiarkowania i rozsądku, ze smutkiem, lecz i z zaciekawieniem obserwujących gnijący na środku płytkiej wody, przestarzały już okręt. Nie dużo ich, ale mają swoją łajbę z liną. Na horyzoncie widać już gołym okiem kształt potężnego pancernika, jak nigdy dotąd wyładowanego zabójczym trotylem.

 

źródło grafiki: http://biznesalert.pl/wolejko-wybory-ktore-patrzy-caly-swiat/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *